Panie Profesorze - najwyższy czas poprawić dzieło swe...
Panie
Profesorze – najwyższy czas poprawić dzieło swe.
Piąty
zbiór felietonów Autora Andrzeja Januszajtisa pt.: „Domek
Młynarzy i inne gdańskie różności”, zamieszczanego przez lata
w lokalnym dodatku „Gazety Wyborczej”- jak stwierdza sam
Czcigodny Autor w swojej przedmowie - odsłania wiele tajników i
zaułków historii cennych budowli historycznych, że chociażby
gdańskich tradycji przedproży, mających swój urok i klimat, jakże
już charakterystyczny dla Miasta Gdańska, bez których trudno sobie
wyobrazić chociażby Ulicę Mariacką czy Św. Ducha...mimo iż
retuszowane, dobudowowywane, klajstrowane w różny sposób, na których
nie trudno dopatrzeć się śladów czasu i kosmetyki w imię dobrze
pojętej renowacji i kosmetologii...
Jak
zwykle bardzo lekkie pióro, co jest ogromną zaletą i miarą
talentu bibliofila, historyka i filozofa, styl jakże zgrabny i
rozważnie kwiecisty że ala Jerzy Waldorff i choćby jego książka:
„Diabły i Anioły”, tak chętnie i przeze mnie czytana już
wielokrotnie – to wszystko potwierdza piękną złotą jesień
Czcigodnego Jubilata, z jakimże szacunkiem całego Gdańska
świętującego w ubiegłym roku swoje 90 lat!!!
Pan Andrzej
Januszajtis, ongiś Przewodniczący Rady Miasta Gdańska, a obecnie i
przed obecnie założyciel i Prezes Stowarzyszenia „ Nasz Gdańsk”
, Stowarzyszenia – forum samorządowego, które wielokrotnie w
obronie historycznych wartości Miasta Gdańska sprzeciwiało się
komercyjnym układom i układzikom Magistratu i Rady Miasta Gdańska
próbującym zastawić to Miasto hipermarketami, budownictwem
developerskim i innymi obiektami na pograniczu taniego tandetnego
budownictwa, aby tylko była to dobra maszyna do powiększania
mamony....Nie sposób zarzucić takiej Osobie, jak Pan Andrzej Januszajtis , powszechnie nazywanemu przez Mieszkańców Gdańska Profesorem Miasta Gdańska i Chodzącą Encyklopedią Miasta Gdańska - nie sposób zarzucić cokolwiek, co w Jego pracy i historyka i pasjonata i eksperta – co mogłoby stanowić jakąkolwiek, choćby najmniejszą rysę na Jego Osobowości, jakże bogatej i różnorodnej.
Tym bardziej więc z tym większym zmieszaniem zadaję sobie to pytanie, dlaczego w tytułowym rozdziale :”Domek Młynarzy” został zupełnie pominięty cały jakże bogaty i jakże ważny odcinek czasu, kiedy to tenże obiekt został przez prywatnego przedsiębiorcę za jego własne pieniądze – przywrócony ku tej historycznej świetności, którą Pan Profesor w swojej książce: „Domek Młynarzy i inne gdańskie różności” - tak bardzo zachwyca się. Prawda bowiem jest taka, że krótko po zburzeniu Muru Berlińskiego do Gdańska zawitał Pan Eugeniusz Lorek, zachęcony zaproszeniem do inwestowania i to zachęcony przez samego Prezydenta Miasta Gdańska – Pana Tomasza Posadzkiego na spotkaniu z inwestorami niemieckimi w Bremen, któremu włodarzył Burgemeister tego Miasta...Eugeniusz Lorek był już wtedy właścicielem znanej firmy autokarowej Reisedienst Lorek, właśnie w Bremen i chętnie uruchomił niemal natychmiast nowe połączenia autokarowe do Gdańska i do innych miast w Polsce...Obecnie połączenia te sięgają aż po Kijów i niebawem także pobiegną aż do Kazachstanu i może nawet do Chin i do Indii, zbliżając ku sobie społeczności, narody i cywilizacje.
Puste
miejsce na Wysepce na kanale Radunia, puste po Domku Młynarzy
sprowokowało Pana Eugeniusza Lorka do wiernego odtworzenia tego
nieistniejącego obiektu, a stanowiącego w czasach I
Rzeczypospolitej perełkę architektury Miasta Gdańska. Było to
wówczas nie lada wyzwanie, bo chcąc zabrać się za rekonstrukcję
nieistniejącego obiektu, trzeba było najpierw podjąć równie
kosztowne przedsięwzięcie, jak oczyszczenie kanału Radunia, w
którym – jak się potem okazało – pozostałości po minionych
epokach, łącznie z wojnami – było skolko ugodno, jak to w takich
sytuacjach mawiają Rosjanie.
Ruszyły więc ciężkie dźwigi, koparki i tzw. ciężarówki do wywozu szlamu, błota i wszelkich nieczystości, skąd w upalne lato fetor niósł się na całe miasto. Władze Magiststratu, miast pomóc inwestycji, stwierdziły krótko, że nie mają na to środków...
Ruszyły więc ciężkie dźwigi, koparki i tzw. ciężarówki do wywozu szlamu, błota i wszelkich nieczystości, skąd w upalne lato fetor niósł się na całe miasto. Władze Magiststratu, miast pomóc inwestycji, stwierdziły krótko, że nie mają na to środków...
Czcigodny
Panie Profesorze...Historia Miasta Gdańska – to nie tylko obiekty
historyczne, ale i owi Gdańszczanie gotowi dla swojego Miasta
uczynić wszystko, by jego architektoniczne perełki wyraźnie
jaśniały na tym naszym gdańskim niebie. Pan Eugeniusz Lorek
wyłożył na przywrócenie Domku Młynarzy wszystkie swoje
oszczędności...Ma dzisiaj o 10 lat mniej niż Pan Profesor, ale od Pana Profesora oczekiwałby chociaż wspomnienia, a więc nie pomijania na siłę jego wkładu pracy tam, gdzie ten wkład pracy jest tak bardzo bezsporny, bo drugiego takiego człowieka, który by tak w Gdańsk zainwestował swoje własne środki – po po prostu – nie ma.
Oczywiście są przedsiębiorcy, którzy w tym czasie budowali piekarnie, swoje zakłady produkcyjne, galerie bursztynu...Nie ma takiego drugiego pasjonata Miastem Gdańsk, który inwestowałby w ratowanie zabytków...
A ma także na swoim koncie , także ze swoich środków , przywrócony do świetności Lwi Dwór, świadectwo osadnictwa holenderskiego, a także dwie kamieniczki przy ul. Sierocej, obok historycznej Poczty Gdańskiej i Pomnika Obrońców Poczty Gdańskiej, gdzie obok jest ...Dom Guntera Grassa, członka Hitlerjugend i Waffen SS, pasujący tu jak przysłowiowa pięść do oka, o czym Pan Profesor także czemuś nie wspomina ani nie sprzeciwia się...
Zanim
powstał Czekoladowy Dwór, wcześniej przez wiele lat funkcjonowała
Gospoda pod Wielkim Młynem, w której wręcz koncentrowało się
życie Miasta Gdańska. Tu częstymi gośćmi byli m.in. kolejni
Prezydenci i Premierzy RP, Posłowie, Senatorowie, Radni Miasta
Gdańska...Bywał także ŚP. Ksiądz Prałat Henryk Jankowski,
kapelan Solidarności, dziś z taką pogardą wyrzucany z przestrzeni
publicznej Miasta Gdańska przez ludzi, mieniących się władzą i
radnymi, a którzy nie sięgają nawet do kostek temu jakże
Szlachetnemu Kapłanowi i Gdańszczaninowi ...
W Gospodzie pod Wielkim Młynem był też Abp. Tadeusz Gocłowski, abp. Leszek Sławoj Głódź, Ojciec Tadeusz Rydzyk podczas ważnych uroczystości patriotycznych w Gdańsku, także państwowych i narodowych, że wspomnę choćby o kolejnych rocznicach Sierpnia 1980. W Gospodzie pod Wielkim Młynem miało też swoje spotkanie opłatkowe
W Gospodzie pod Wielkim Młynem był też Abp. Tadeusz Gocłowski, abp. Leszek Sławoj Głódź, Ojciec Tadeusz Rydzyk podczas ważnych uroczystości patriotycznych w Gdańsku, także państwowych i narodowych, że wspomnę choćby o kolejnych rocznicach Sierpnia 1980. W Gospodzie pod Wielkim Młynem miało też swoje spotkanie opłatkowe
Stowarzyszenie
„Nasz Gdańsk”, podczas którego to spotkania siedział Pan
Profesor obok inż. arch. Stanisława Michela, architekta
zrekonstruowanej
, odmłodzonej i odświeżonej sylwetki „Domek Młynarza”, o
którym też Pan Profesor nawet nie wspomniał choćby jednym
słowem..., powodując niesmak niepamięci lub świadomego pominięcia
tych obu zasłużonych Gdańszczan, ale też i powodując nieco
wykoślawiony obraz historii tego obiektu, obraz niepełny, czemuś
przemilczany.Ilustracje
Archiwum Internetowe
Archiwum inż. arch. Stanisława Michela
Stanisław Józef Zieliński
Tekst
Stanisław Józef Zieliński
Archiwum Internetowe
Archiwum inż. arch. Stanisława Michela
Stanisław Józef Zieliński
Tekst
Stanisław Józef Zieliński
26.03.2019
r.











Komentarze
Prześlij komentarz